Wspomnieć należy, trochę z dumą, trochę z satysfakcją, że schudłam. Sporo schudłam. Schudłam aż 30 kg i zajęło mi to 3-4 miesiące. Oczywiście, posiadam wiele zdjęć porównawczych. Nie wiem jak Wy, ale ja widzę różnice i to spore.
Nie wiem od czego zacząć cały ten wpis, więc zrobię go na zasadzie FAQ:
Jak mi się udało schudnąć?
Miałam, przede wszystkim, bardzo silną wolę. Połączyłam ją z regularnymi ćwiczeniami i bum! Tak powstał Chocapic.
Czy widziałam się z dietetykiem?
Nigdy. Wszystko osiągnęłam sama, bez niczyjej pomocy. Nikt nie podsyłał mi przepisów, nie dopingował, nie kontrolował, nie mówił, co mam robić. Sama sobie gotowałam, sama ustalałam jadłospis, sama liczyłam kalorie. Pomagała mi jedynie moja mama, która gotowała dla mnie posiłki, kiedy ja nie mogłam lub nie miałam czasu. Dzięki, mamo!
Jaką dietę stosowałam?
Swoją własną, którą oparłam na wiedzy z zakresu biologii i żywienia (rozszerzona biologia w L.O na coś mi się przydała) - to wystarczyło, by wiedzieć co można a czego nie można jeść. Przede wszystkim postawiłam na węglowodany rankiem, wieczorem zaś bardziej łączyłam białka z tłuszczami. Starałam się nie przekroczyć 1000kcal dziennie. Jadłam dużo, ale zdrowo i rozkładałam dzienny jadłospis na 5 posiłków. Kiedy już osiągnęłam wymarzoną wagę, ilość kcal stopniowo zwiększałam do 1500 (każdego tygodnia dokładałam 100 kcal). Nie głodziłam się. Żadne głodówki, picie jedynie wody z cytryną, nic takiego nie wchodziło w grę!
Czy ćwiczyłam?
Oczywiście, choć niewiele. Przynajmniej nie tyle, by się przemęczyć, bo strasznie nie znoszę sportu. Był to jednak błąd, bo moja skóra po odchudzaniu była delikatnie zwiotczała a najbardziej ucierpiał mój biust. Jednak, by schudnąć, 20 minut dziennie ćwiczeń było w sam raz. Było to głównie 10min na rowerze oraz 10 minut ćwiczeń fitness (przysiady, brzuszki, nożyce etc.). Niekiedy dokładałam do nich jeszcze 10 minut na platformie wibrującej. Oczywiście można odchudzać się bez ćwiczeń, jednak efektów raczej nie będzie, a jeśli już będą, to ucierpi na tym organizm i nasze ciało.
Co jadłam?
Na początku, owszem, było sporo wyrzeczeń. Nie rezygnowałam jednak ze słodyczy i innych niezdrowych posiłków od razu. Robiłam to stopniowo. Załóżmy, jadłam dużo czekolady. Stopniowo więc zaczęłam ją ograniczać do jednej kostki dziennie, jednej na dwa dni, jednej na tydzień itd. Zrezygnowałam też z łączenia tłuszczy z węglowodanami. Wolałam łączyć białka z jednym z tych dwóch źródeł energii. Do godziny 15:00 (zwykle wtedy wracałam ze szkoły), wybierałam węglowodany + tłuszcz. Po południu, kiedy już raczej siedziałam w domu i energia węglowodanowa nie była mi zbytnio potrzebna, stawiałam na tłuszcz + białko. I tu jedna, bardzo ważna sprawa. TŁUSZCZE NIE TUCZĄ. Tuczy nadmiar węglowodanów, który odkłada się w tkance tłuszczowej. Tłuszcze nigdy się nigdzie nie odłożą, ba, warto je spożywać, choćby dlatego, że wpływają one na gospodarkę hormonalną. Wszystkie zatem produkty typu "light", "0% tłuszczu" są po prostu... bez sensu. Chyba, że ktoś po prostu tłuszczów spożywać nie może. Częściej jednak jadłam oleje roślinne niż tłuszcze zwierzęce, ponieważ te pierwsze są po prostu zdrowsze. Kiedy zwiększałam liczbę kcal, stopniowo do diety zaczęłam dodawać więcej tłuszczy oraz łączyć je ze skrobią. Do diety dołączyło także masło orzechowe (to mit, że jest niezdrowe. Jest bardzo zdrowe, pod warunkiem, że nie zawiera cukru, tłuszczów utwardzonych ani soli), zdrowsze wersje ciast i deserów i organiczne, bezcukrowe czekolady, zwykle domowej roboty, słodzone stewią lub ksylitolem. Jadłam sporo warzyw oraz owoców, jednak z tymi drugimi znów nie przesadzałam. Fruktoza też jest cukrem, a co za dużo cukrów to nie zdrowo.
Czego nie jadłam?
Cukru. Zastąpiłam go miodem, ksylitolem i syropem klonowym, które też spożywałam z umiarem, bo jednak cukry to węglowodany złożone, nieco 'gorsze' niż proste (warzywa).
Białej, oczyszczonej mąki, którą zastąpiłam po prostu mąką o wysokim typie oraz mąką żytnią, owsianą, kokosową, ryżową i innymi, także o wysokim typie.
Smażonych potraw. Stawiałam bardziej na gotowanie na parze oraz pieczone.
Unikałam też nadmiaru soli, która zatrzymuje wodę w organizmie.
Tłuszcze trans, tłuszcze utwardzone (uwodornione), hamburgery, McDonalds i wszelakie produkty gotowe, wysoko przetworzone, mrożonki - stanowczo odrzuciłam na bok.
Na co zwracałam uwagę?
Na skład produktów, które spożywałam. Starałam się wybierać te najbardziej naturalne, zdrowe, organiczne.
Inne zasady, które sama sobie postawiłam, by schudnąć:
1. Pić dużo wody. Jednak trzeba pamiętać, że woda znajduje się także w posiłkach, które spożywamy za dnia. Owoce, warzywa, zupy, herbata, kawa, wszystko to powinno składać się na te 1,5 litra, które pijemy w ciągu dnia.
2. Żuć gumę po każdym posiłku. Taki nawyk nie wpłynie tylko korzystnie na zęby, ale i na trawienie, ponieważ kiedy żujemy, w mózgu pojawia się informacja: "jemy, więc trawimy", co za tym idzie, soki żołądkowe są wydzielane i posiłek jest szybciej trawiony.
3. Posiłek spożywać na siedząco, w spokoju. Dokładnie przeżuwać, jeść powoli. Starać się nie jeść w biegu, na stojąco.
4. Ryzykować z obfitych oraz zbyt późnych posiłków. Ostatni posiłek, według mnie, powinien być spożywany najpóźniej o 19:00. Wieczorem organizm robi zapasy, zatem nie potrzebujemy bomby kalorycznej na kolację. W nocy zaś metabolizm zwalnia, dlatego nadmiar kalorii i węglowodanów odkłada się w tkance tłuszczowej.
5. Dużo snu. Nie chodzi o to by spać do południa. Lepiej kłaść się wcześniej i wcześniej wstawać. Dla mnie idealna pora na sen to 22:00 - 6:00
6. Ważyć się raz w tygodniu, rano, przed śniadaniem. Uważam, że poranna pora jest idealna na skontrolowanie wagi, dlatego, że kiedy zjemy posiłek, lub kiedy mamy pełne jelita (czyli kiedy czujemy, że powinniśmy się wypróżnić) - możemy ważyć nieco więcej, niż faktycznie ważymy.
7. Zrezygnować całkowicie z alkoholu. Alkohol to puste kalorie, dodatkowo zwiększa nasz apetyt. Czerwone wino czy cydr są dozwolone, jednak bardzo sporadycznie.
8. Jeść często, ale mało. 5 mniejszych posiłków dziennie lub 3 większe. Najlepiej jednak jeść niewiele, co trzy, cztery godziny.
9. Jadać posiłki o regularnych porach, nie omijając żadnego z nich.
10. Najważniejsza zasada, o której należy pamiętać - nie powracamy do starych nawyków żywieniowych! Dieta jest już na całe życie. Dieta jest stylem życia. Styl naszego życia powinien być zdrowy. Nawet jeśli jesteśmy z natury szczupli i należymy do typu osób które 'jedzą i nie tyją', nie powinniśmy jeść niezdrowo. Dlatego, że prędzej czy później nas to dogoni. A po co stresować się nowotworami, złym cholesterolem czy innymi chorobami? Ciało mamy tylko jedno i musi nam ono starczyć do końca życia.
Polecam do poczytania: klik!












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz