sobota, 15 października 2016

Jak dbam o cerę?


No okej. Trochę się wstydzę, ale zrobię to.
Dla porównania, pokazuję swoją twarz z okresu zanim zaczęłam interesować się i stosować naturalną pielęgnację. Rok 2013 - stowowałam tylko i wyłącznie tonik marki Iwostin
PS: Patrzcie na czoło. xD




A teraz porównanie, rok 2015 - stosowałam (i dalej stosuję) płyn micelarny, tonik oraz krem w codziennej pielęgnacji, ponad to myję twarz co wieczór żelem do mycia twarzy, a raz w tygodniu wykonuję peeling, który swoją drogą przygotowuję sama, w domowym zaciszu. Twarz także traktuję olejkami.




Jak dla mnie widać różnicę i to sporą.





Jakich kosmetyków używam do codziennej pielęgnacji?




Przede wszystkim, uwielbiam markę Sylveco. Jest to Polska marka, marka ekologiczna i naturalna. I co najważniejsze, nie jest testowana na zwierzętach. Składniki są tylko naturalne, bez żadnej chemii. 

Jeśli chodzi o płyn micelarny Sylveco, bardzo go lubię. Ma delikatny, lipowy zapach i sam w sobie jest bardzo delikatny, jednak mimo tego, bardzo dokładnie oczyszcza twarz, usuwając sebum oraz resztki makijażu. Oczyszcza bardzo dobrze, ale i pielęgnuje, co jest wielkim plusem tego produktu. 
Cena: około 20zł.
Składniki: woda, Ekstrakt z lipy, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy

Hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco także sprawdza się u mnie świetnie. Zapach jest delikatny, niemal nie wyczuwalny. Tonik ma łądny, czerwonawy kolor, jednak nie barwi skóry. Buteleczka jest plastikowa i niezwykle odporna na upadki. Ile razy upuściłam, lub po prostu tonik wypadł mi, w magiczny sposób, z ręki, i dosłownie nic mu się nie stało... Tonik nie jest najlepszy jeśli chodzi o nawilżenie twarzy, dlatego niekoniecznie sprawdzi się dla osób o bardzo suchej skórze. Jest troszkę lepki, jednak zupełnie nie jest to dla mnie problemem. Tonik także doskonale oczyszcza skórę i z łatwością zbiera z mojej skóry wszystkie te brudki o których płyn micelarny mógł zapomnieć. 
Cena: około 15zł.
Składniki: woda, Ekstrakt z hibiskusa, Gliceryna, Ksylitol, Panthenol, Ekstrakt z aloesu, Glukozyd kokosowy, Alkohol benzylowy, Guma ksantanowa, Kwas fitowy, Kwas dehydrooctowy.

Jeśli chodzi o krem brzozowy Sylveco (dostępna jest wersja zwykła kremu, która spodoba się osobom o cerze suchej, ale i jest też wersja lekka kremu, która ma konststencję bardziej lekką niż wersja zwykła, więc nada się do cery mieszanej czy tłustej), jako, że mam cerę tłustą, wybrałam lekki krem brzozowy. Zapach bardzo delikatny, ziołowy, konsystencja zaś lekka, nietłusta, krem szybko się wchłania i nie utrzymuje na skórze. Krem jest bardzo wydajny. Mnie starcza na ponad pół roku! Dostępne są także inne kremy marki Sylveco. - klik! 
Cena: około 23zł.
Składniki:  woda, olej z pestek winogron, olej sojowy, ksylitol, naturalny emulgator z oleju kokosowego, masło karite, stearynian glicerolu, olej arganowy, olej jojoba, kwas stearynowy, alkohol cetylostearylowy, alkohol benzylowy, betulina, octan tokoferolu, ekstrakt z aloesu, alantoina, guma ksantanowa, kwas dehydrooctowy, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, lupeol, kwas oleanolowy, kwas betulinowy.

Mała uwaga: krem zawsze wklepuję, zamiast go rozcierać dłonią. I tu znów odniosę się do powyższych zdjęć. Spójrzcie na moje czoło. Widzicie te okropne zmarszczki na pierwszym? Na drugim są już mniej widoczne a obecnie nie widzę ich prawie w ogóle. Podejrzewam, że po prostu wystarczyło zmienić sposób aplikacji kremu, oczywiście zmarszczki nie zniknęły całkowicie - po prostu, są mniej widoczne, mniej wyraźne.


Jakiego żelu do mycia twarzy używam?



Pierwszym naturalnym żelem do mycia twarzy jaki używałam był rumiankowy żel do twarzy, także od Sylveco. Za raz po nim, przyszedł czas na tymiankowy żel do twarzy Sylveco. Oba żele są niesamowicie wydajne - jedna buteleczka starczyła mi na ponad pół roku. Konsystencja obu z nich jest dosyć gęsta i jakby... Lepka? Mazista? Różnica między nimi jest w przeznaczeniu, ponieważ każdy z nich jest przeznaczony do innego typu cery. 


Wersja rumiankowa przeznaczona jest do codziennej pielęgnacji cery trądzikowej, zanieczyszczonej, z rozszerzonymi porami, a jej głównym zadaniem jest skuteczne oczyszczanie, odblokowanie porów i regulowanie wydzielania sebum. Formuła żelu rumiankowego opiera się na dwóch składnikach aktywnych: 
- olejku rumiankowym: wykazuje silne działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i łagodzące,
- 2% kwasie salicylowym: posiada właściwości złuszczające, dzięki czemu pomaga pozbyć się zaskórników, rozjaśnia przebarwienia i zmniejsza blizny potrądzikowe.
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Salicylic Acid, Panthenol, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Chamomilla Recutita Oil.


Wersja tymiankowa przeznaczona jest do codziennej pielęgnacji cery łuszczącej się, zaczerwienionej i podrażnionej. Jej zadaniem jest skuteczne oczyszczanie skóry, łagodzenie podrażnień orazrozjaśnianie. Składnikami aktywnymi w żelu tymiankowym są:
- ekstrakt z tymianku: działa przeciwzapalnie i antyseptycznie,
- olejek tymiankowy: posiada silne właściwości przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze, hamuje rozwój bakterii trądzikotwórczych takich jak Staphylococcus aureus i Propioniobacterium acnes, łagodzi stany zapalne, wykazuje działanie antyoksydacyjne,
- kwas jabłkowy: zmniejsza nadmierne rogowacenie naskórka, ogranicza powstawanie zaskórników, zapobiega rozwojowi patogennej mikroflory bakteryjnej, pobudza komórki do produkcji kolegenu i elastyny, zapobiega powstawaniu zmarszczek. 

Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Sodium Bicarbonate, Malic Acid, Sodium Benzoate, Thymus vulgaris (Thyme) Oil.

Oba żele są niezwykle delikatne dla skóry. Dokładnie ją oczyszczają, ale nie przesuszają. Wielki plus za pompkę, ponieważ aplikacja jest łatwa i przyjemna, dodatkowo pompkę można zablokować, przekręcając ją w bok - wtedy żel spokojnie może z nami podróżować a my możemy być spokojni i ufać, że się nie rozleje. Żele nie pienią się podczas mycia. Zapach jest dosyć specyficzny, nie każdemu przypadnie do gustu, zwłaszcza w przypadku tymiankowego żelu.

Obecnie stosuję żel do mycia twarzy, który kupiłam w Trader Joe's w USA. Zawiera olejek z drzewa herbacianego, co jest wielką zaletą tego produktu. 






Jeśli chodzi o wady tego żelu to na pewno będzie nią konsystencja - dla mnie jest zbyt rzadka, wodnista, płyn rozlewa się, przecieka przez palce.




Zaletą, jak już wspomniałam, jest olejek z drzewa herbacianego w składzie. O olejku herbacianym można poczytać tutaj. Po zmyciu żelu z twarzy, czuć przyjemne, jakby, 'chłodzenie' na twarzy. Żel ma intensywny, ziołowy zapach. Póki co zauważam, że owy żel mi służy, choć jest to nowość w mojej szafce, ponad to, nie jest dostępny w Polsce, dlatego uważam, że rozpisywanie się na jego temat jest bez sensu.

Jakich olejów używam do olejowania twarzy?


Przede wszystkim takich, które nie zapychają porów. Na pewno odpuszczam sobie olej kokosowy i arganowy, za to jak najbardziej stosuję, zarówno do olejowania jak i zmywania makijażu - olejek jojoba oraz olejek rycynowy. Dodatkowo, olej lniany do olejowania.

Olej rycynowy kupuję w aptece za około 2zł.




Jest to olej dosyć gęsty, dlatego przeznaczam go głównie do zmywania makijażu. Do tego nadaje się świetnie, idealnie rozpuszcza kolorówkę. Kroplę olejku aplikuję na palec (oczywiście wcześniej myjąc dłonie), po czym delikatnie przecieram nim brwi oraz rzęsy, ponieważ najczęściej cały mój makijaż składa się z przyciemnienia brwi oraz tuszu do rzęs - nie jestem fanką mocnego makijażu. Przecieram dopóki, dopóty nie czuję, że rzęsy czy brwi są już czyste. Wtedy zwykle wyglądam jak panda, ale tylko na chwilę, ponieważ wystarczy zetrzeć olejek wacikiem, by pozbyć się resztek makijażu. Demakijaż dopełniam po tym płynem micelarnym oraz tonikiem a na końcu aplikuję krem.
Olej rycynowy nie sprawdza się u mnie do olejowania twarzy, mimo, że nie zapycha porów i dobrze działa na moją cerę, jest po prostu zbyt gęsty i zupełnie się nie wchłania. Uważam go jednak mimo wszystko za dobry olej, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, z kilku powodów:
- oczyszcza,
- odżywia,
- nawilża,
- oczyszcza z toksyn,
- zmiękcza skórę,
- zwalcza infekcje skórne i leczy uszkodzenia skóry,
- niweluje podrażnienia,
- walczy z trądzikiem, bliznami i innymi zmianami skórnymi,
- wzmacnia oraz przyciemnia brwi oraz rzęsy,
- dobry na rozstępy oraz grzybice.

Olej jojoba oraz olejek z drzewa herbacianego także mają świetny wpływ na twarz. Oba kupiłam za około 6$ w Trader Joe's.




Olej jojoba zakupiłam niedawno w USA i od razu podbił moje serce. Chociaż minusem na pewno jest to, że jest w przezroczystej buteleczce, a nie w szklanej, wykonanej z ciemnego szkła. Chociaż, słyszałam, że olej jojoba rządzi się własnymi prawami. Mimo wszystko, następnym razem wybiorę olej jojoba jednak w szklanej, ciemnej buteleczce.
Olej jojoba dosyć szybko wchłania się, poza tym, lubię także stosować go razem z kremem, dodając po prostu kropelkę olejku do kremu, mieszając oba i wklepując w twarz. Najczęściej stosuję tą metodę przy wieczornej pielęgnacji. 
Olej jojoba jest świetny w pielęgnacji cery tłustej, skłonnej do trądziku. Olej jojoba budową chemiczną przypomina łój, produkowany przez naszą skórę, tworzy barierę ochronną (zapobiega wysuszeniu, odżywia, nawilża) i zmniejsza produkcję zapychającego nasze pory sebum (zapobiega wypryskom, łagodzi stany zapalne).
Olej jojoba jest bardzo wydajny i już dwie krople wystarczają mi na pokrycie całej twarzy.
Ponad to, olej jojoba znakomicie sprawdza się na moich włosach. Po olejowaniu są gładkie, śliskie, lśniące i nawilżone.

Olejek z drzewa herbacianego zwykle mieszam, podobnie jak olej jojoba, z kremem. Pierw wcieram w twarz niewielką ilość olejku, potem wklepuję krem. I znów, jak w przypadku żelu do mycia twarzy, towarzyszy mi specyficzne uczucie chłodzenia... Zapach jest piękny, jakby, miętowy? Choć moja siostra porównuje go do zapachu piwnicy. Okeej.
Olejek z drzewa herbacianego działa antysceptycznie, dezynfekująco, przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, bakteriobójczo i grzybobójczo.
Niestety - osoby o cerze suchej powinny na niego uważać, ponieważ ma właściwości silnie wysuszające.
Stety - doskonale sprawdzi się u osób z cerą tłustą. Pielęgnuje tłustą cerę i kontroluje wydzielanie sebum.


A na koniec, mój mały ulubieniec:




Pasta cynkowa z kwasem salicylowym. Bo przecież nawet ja, dbająca o swoją twarz jak mogę, znajduję niekiedy niespodzianki... Wtedy ta pasta okazuje się naprawdę niezawodna. Nie stosuję jej jednak punktowo. Jak wiadomo, kwas salicylowy oraz cynk to najwięksi wrogowie trądziku. Działam więc tutaj zapobiegawczo. Odrobinę pasty nabieram na palec i delikatnie wmasowuję w twarz. Twarz od razu robi się biała i wyglądam jak duch, dlatego pastę nakładam jedynie na noc, przed snem, by rano móc zmyć resztki. Pasta nie wchłania się, nie powoduje alergii ani przesuszeń czy podrażnień. Nakładam pastę przed nałożeniem kremu, podobnie jak olejek z drzewa herbacianego. Pasta znakomicie radzi sobie z trądzikiem, krostkami i innymi niedoskonałościami, wysuszając je i likwidując. Cena to około 2 - 3 zł. Pasta ma konsystencję bardzo gęstą, twardą, ciężko jest ją rozprowadzić na skórze.





Jeśli jednak ktoś posiada ogólny problem z trądzikiem, pasta go nie rozwiąże. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz