czwartek, 29 czerwca 2017

Niewypał pachowy i powrót do chemii...

Dezodorantowo-antyperspirantowa katastrofa.




Jakiś czas temu postanowiłam i moim pachom zafundować organiczne odpowiedniki dezodorantów i antyperspirantów. Ostro się zawiodłam.

Stosowałam sok z cytryny i działał dobrze, jednak po czasie przestał i znów pojawił się nieprzyjaciel Pan Zły Zapach.

Przerzuciłam się więc na ekologiczny antyperspirant w sztyfcie. Totalny niewypał, pachy śmierdziały po nim strasznie! Musiałam co 5 minut dokładać kosmetyk na skórę a i tak zapach wciąż był zły. Do tej pory, o zgrozo, nie miałam nigdy problemu z przykrym zapachem ciała.




Biały nieszczęśnik został odłożony do kąta i zastąpił go ałun. Niestety, niczego on nie zmienił. Paszki jak śmierdziały tak śmierdziały. 

Grzebałam w internecie w poszukiwaniu źródła problemu brzydkiego zapachu. Dodam, że pachy były jedynym miejscem na moim ciele, które śmierdziało. Ze stopami, o dziwo, nie mam takiego problemu i nigdy nie miałam. Spokojnie przetrwałam w Nevadzie, w 50*C upale przez 3 dni, nie zmieniając obuwia, sypiając na środku pustyni w samochodzie i po zdjęciu skarpet, nie miały one zapachu.

Okej. Ałun odstawiłam sobie do szafki i stosuję go na noc, bo szkoda zmarnować. Jest totalnym niewypałem. O dziwo, kiedy teraz, latem, strasznie pocę się w nocy, ałun działa. Rano pachy są bezzapachowe. Ale tylko spróbuję go użyć rankiem i zostawić na chwilę...

Potem została mi polecona oliwa magnezowa. Zaciekawiona postanowiłam spróbować, łącząc ją z ałunem. Niestety, działała takowa metoda przez 3 dni, po czym znów była katastrofa zapachowa.




Oliwa magnezowa jednak przydaje mi się jako mgiełka do ciała. Pijąc płyny, wypłukujemy magnez (oraz wydalamy go z potem) więc oliwa jest tutaj fajną rzeczą, która nam pomoże dostarczyć sobie magnezu (w formie mgiełki na spokojnie magnez przeniknie przez skórę, przeteleportuje się, whatever...)

Spanikowana poddałam się i komfort zwyciężył. Wróciłam do drogeryjnej chemii. Stosuję dezodorant w sztyfcie (Rexona) oraz w sprayu (Isana). Bogu dzięki trafiłam na niemiecką Isanę, która ma w miarę przyjemny i krótki skład a nawet certyfikat.



Niestety drogeryjna, pełna chemii Rexona wygrała z naturą. Epic fail.




Wracam do żywych + tatuaż.

Powracam do żywych, po tym jak wróciła mi wena na posty.

Mam dla Was informację, która pewnie nie zrobi na nikim wrażenia, jako, że tatuaże są obecnie na porządku dziennym.

W marcu zrobiłam swój pierwszy tatuaż.

Tatuaż planowałam od 7 lat i od 7 lat miał to być łapacz snów, który symbolizował by wolność oraz wilk, symbolizujący moją miłość do psowatych.

Wybrałam prestiżowy salon Arif w Warszawie i zapieprzałam na swój tatuaż z Zagłębia do stolicy. Była to moja pierwsza dziarka, więc miałam leciutki stres. Tym bardziej, że... Choruję na łuszczycę i każdy odradzał mi tatuowanie się! Zaryzykowałam. Dlaczego? Ano dlatego, że dobrze wiem, jak moja dotknięta łuszczycą skóra reaguje na uszkodzenia mechaniczne, a wbrew pozorom reaguje bardzo dobrze.

Tatuowanie trwało 1,5 h i... Nie bolało ani odrobinę. Wręcz muszę przyznać, że było to przyjemne uczucie, jakby ktoś lekko sunął cyrklem po mojej skórze. Czasami nawet łaskotało. Spokojnie klepałam ze znajomymi na facebooku, kiedy tatuator zajmował się moim ramieniem. Po zakończeniu pracy mój tatuaż został nasmarowany wazeliną i zabezpieczony. Po 4 h zdjęłam folię, odświeżyłam tatuaż (bepanthen+szare mydło). Po całej nocy obudziłam się z jedną, wielką, czarną plazmą pod folią. To było normalne, bo po prostu skóra zawsze odrzuca część barwnika.

Tatuaż i skóra goiły się znakomicie. Łuszczenie było znikome, nie było bólu, gorączkowania, żadnych innych skutków ubocznych. Czułam się znakomicie. Tatuaż jednak jest raną i jak rana właśnie go traktowałam. Pielęgnowałam standardowo, bepanthenem, wcierając go przez pierwszy tydzień co 3 godziny, z czego 3 dni pod rząd cały czas miałam na ramieniu folię, potem przez 2 dni zakładałam ją tylko na uczelnię, zaś w domu chodziłam bez. W drugim tygodniu tatuaż zaczął swędzieć (absolutnie nie wolno drapać!), smarowałam go bepanthenem 3 razy dziennie, w tygodniu trzecim raz dziennie + raz na noc i w 4 tygodniu raz na cały dzień. Za każdym razem przed nałożeniem na nowo bepanthenu, tatuaż myłam szarym mydłem lub delikatnym płynem do higieny intymnej, tatuaż delikatnie po tym osuszając chusteczkami (wolałam je od ręczników papierowych, bo jak na uczelnię miałam zabierać całą rolkę takiego papieru? Chusteczki było okej). Po miesiącu odstawiłam bepanthen i przerzuciłam się na balsam do ciała (fitomed), który stosowałam i dalej stosuję po każdej kąpieli. W ciągu tego miesiąca unikałam kąpieli w gorącej wodzie oraz wody ogółem. O alkohol się nie martwiłam, bo nie spożywam go.

Po 3 miesiącach, tatuaż w jest w pełni zagojony (barwnik w skórze osiada(?) się na dobre).


tatuaż w fazie gojenia


tatuaż zagojony


Obecnie oczywiście w dalszym ciągu pielęgnuję dziarkę. Stosuję balsamy oraz, oczywiście filtr przeciwsłoneczny, jako, że słońce to wróg tatuaży. Stosuję filtr 50+ wraz z olejkiem z pestek malin, który także służy jako filtr. 






Ostrzegam, nie skończyłam. Kolejna dziara planowana na październik.


Uwaga do czytelników! Tatuaż jest decyzją na całe życie! Należy dobrze zastanowić się nad nim oraz nad wzorem, który pozostanie z nami aż do grobowej deski! Pamiętajcie, że Wasza decyzja jest nieodwracalna i nie powinna być podejmowana pod wpływem chwilowej zachcianki, mody czy innych czynników!

sobota, 18 marca 2017

Moja szafka z kosmetykami + olej Neem.

Trochę mi się tego ostatnimi czasy nazbierało i szczerze, zaczynam się już martwić, czy oby nie zaczynam się powoli uzależniać, bo moja mania organicznych kosmetyków staje się powoli zbieractwem.




Wśród moich nowości znalazł się olejek Neem. Zachęciła mnie do niego informacja o tym, że nadaje się do cery tłustej i trądzikowej. Ja co prawda trądziku nie mam, ale lepiej zapobiegać niż leczyć i dmuchać na zimne. Kolejnym, co zachęciło mnie do kupna tego olejku była jego niska cena (21,50 zł) oraz rzekomo dobre działanie na skórę dotkniętą łuszczycą. Coś dla mnie, pomyślałam.

Olejek przyjechał do mnie kurierem, więc zastałam go w stanie stałym, jednak z czasem zmienił się on, pod wpływem domowego ciepła, w olejek o ciekłej konsystencji i ciemnej barwie.




Szczerze muszę napisać, że mam nadzieję, że ten olejek jak najszybciej zużyję. Dlaczego? Ano dlatego, że ten zapach po prostu jest niesamowicie drażniący, nieznośny i obrzydliwy. Zapach zgniłej cebuli skutecznie odtrąca mnie od tego olejku i sprawia, że trzymanie go na twarzy i włosach jest po prostu męczarnią dla moich nozdrzy. Po prostu, nie, nie, nie!

Co jednak z działaniem tego paskudztwa? Przede wszystkim, zauważyłam, że działa na skórę antybakteryjnie, przez co zapobiega trądzikowi. Jest też idealny na skórę suchą i zmiany łuszczycowe, które posiadam. Po zastosowaniu olejku stają się bledsze i mniej swędzące.

Jeśli o włosy chodzi, przede wszystkim olejek u mnie sprawdził się jako dosyć dobry nawilżacz i nabłyszczacz. 

Ale ten zapach... Po prostu, fuj.

Organic Life - maseczka z zielonej glinki do twarzy.


"Maseczka z zieloną glinką i glukonolaktonem, jest wyjątkowym dermokosmetykiem, który kompleksowo i głęboko oczyszcza skórę i pory. Zawiera bogactwo minerałów, które stymulują metabolizm komórkowy, łagodzą stany zapalne i podrażnienia, odżywiają i regenerują, hamują procesy starzenia, zwiększają jędrność i gładkość skóry. Działanie glinki wspierają starannie dobrane wyciągi botaniczne oraz witaminy B3, B5."




A czym zielona glinka jest ogólnie? Jest to najsilniej działająca glinka wśród glinek. Jej barwa związana jest z obecnością jonów żelaza dwuwartościowego. Pochodzi ze skał krzemionkowo-aluminiowych. Zawiera blisko 20 soli mineralnych. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne, gojące i odżywcze. Lecznicze i pielęgnacyjne właściwości tej glinki oparte są na zasadzie fizycznej absorpcji substancji szkodliwych, a także chemicznej absorpcji wody. Stosowanie na skórę glinki zielonej ma działanie wychwytujące toksyny zgromadzone na jej powierzchni i jednocześnie odżywiają ją.Glinkę zieloną można stosować w leczeniu cery łojotokowej i trądziku, bo odkaża i wzmacnia. Dobrze wchłania zanieczyszczenia i wygładza naskórek, delikatnie go złuszczając. Zmniejsza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. Koi drobne skaleczenia, lekkie oparzenia i ugryzienia komarów.Zielona glinka dezynfekuje istniejące zmiany skórne, przyspiesza ich gojenie i przyczynia się do wyrównania pH do wartości przyjaznej dla skóry. Ma działanie ściągające, matujące i wysuszające. Zamyka rozszerzone pory i zapobiega tworzeniu się zaskórników. Te cechy kwalifikują zieloną glinkę do grupy preparatów kosmetycznych wspomagających leczenie trądziku pospolitego oraz problemów z cerą łojotokową.Glinka ta jest też ważnym składnikiem opóźniającym procesy starzenia skóry, do spłycania zmarszczek, wygładzania i regeneracji cery oraz jako delikatny peeling. W kosmetyce profesjonalnej stosowana jest do zabiegów kształtowania sylwetki typu Body Wrap, polegających na owijaniu folią tych części ciała, na które została nałożona maska z zielonej glinki. Zabiegi takie łagodzą zmiany dermatologiczne i bóle reumatyczne. Poza tym wchłania ona substancje toksyczne i usuwa obumarłe komórki, likwiduje rozstępy. Zielona glinka ujędrnia oraz uelastycznia ciało, niweluje cellulit.


Glinki stosujemy jako : 

1. Maseczka i maski do ciała
10g (ok. 3 łyżeczek proszku) rozrobić z wodą mineralną lub źródlaną (ok. 4 łyżeczek wody) aż do uzyskania gładkiej pasty. Nałożyć grubą warstwę na twarz, 
pozostawić na 10-15 minut. Nie doprowadzać do wyschnięcia (zaleca się nałożenie grubej warstwy lub delikatne zraszanie wodą termalną). Po zmyciu maseczki zaleca się zastosować łagodny krem regeneracyjno - nawilżający.Stosować raz w tygodniu lub rzadziej.

2. Okłady
Przygotowanie masy glinkowej. Glinkę wsypać do szklanego, porcelanowego lub glinianego naczynia, zalać świeżą ( najlepiej mineralną) wodą tak, aby pokrywała ona glinkę całkowicie. Po chwili masę wymieszać drewnianą łopatką ( nie może być metalowa ). Masa powinna być jednolita , bez grudek i mi eć konsystencję maści. Przed zastosowaniem naczynie wystawić na słońce lub w pobliżu 
innego źródła ciepła. Pozostawioną w naczyniu nie wykorzystana zaschniętą glinkę możemy wykorzystać ponownie po dolaniu wody i wymieszaniu.

3. Nacierania
Sposób przygotowania wody glinkowej, 20 g glinki wsypać do 150 ml letniej przegotowanej wody. Pozostawić na 2-3 godziny. 
Wstrząsnąć przed użyciem. Dobrze umyć ręce, wacik zanurzyć w glinianej wodzie i nacierać chore miejsce. Wskazania do stosowania: Kuracja wspomagająca leczenie okładami.

4. Zawijania / Kuracja antycellulitowa
W przypadku, gdy ciężko jest nałożyć opatrunek ( oczy, uszy i inne) można robić zawijanie. Należy wziąć masę glinianą, namoczyć w niej gazę i nałożyć na chore miejsce. Wierzch przykryć wełnianą tkaniną. Gazę namoczoną w glinianej wodzie trzeba często zmieniać. Zabiegi tego typu można wykonać na większej powierzchni ciała. Także zabiegi zawijania są bardzo skuteczne przy modelowaniu sylwetki podobnie jak Guam.

5. Grzybica stóp
Do miski wsypać 30 g glinki, wlać 2 litry przegotowanej wody o temperaturze pokojowej. Pozostawić na 2 godziny w pobliżu źródła ciepła. Moczyć nogi w roztworze 20-30 min. lub nanieść na stopy maskę z zielonej glinki zostawić do wyschnięcia na 20-30 minut, następnie zmyć.

6. Kąpiele w wodzie glinianej
Do wanny wsypać 100-200 g proszku, zalać ciepłą wodą. Kąpiel przyjmować przez ok.15-20 min. Kąpiel stosować przy przeziębieniach, działa również relaksująco i odprężająco.

7. Mycie zębów
Zanurzyć mokrą szczoteczkę w proszku. Myć zęby i dziąsła tak jak zwykłą pastą. Glinka skutecznie usuwa kamień nazębny, zapobiega krwawieniu dziąseł. Ma właściwości wybielające i bakteriobójcze. Niweluje nieprzyjemny zapach z ust.

8. Mycie włosów
Zmieszać glinkę z wodą do uzyskania konsystencji pasty. Taka pastę nanieść na włosy i głowę i dobrze wymasować. Poczekać kilka minut i spłukać.Pielęgnacja włosów glinką zmniejsza ich łamliwość i wypadanie. Poprawia ukrwienie skóry, działa przeciwłupieżowo.

9. Stosowanie doustnie
Przy bólach gardła, zapaleniu migdałów czy anginie można robić płukanie gardła wodą lub herbatą z rozpuszczoną glinką. Łyżeczkę glinki rozpuszcza się w szklance ciepłej wody lub herbaty szałwiowej.

Przy przyrządzaniu maseczek i napojów mineralnych z glinką bardzo ważne jest by nie używać żadnych metalowych przedmiotów (łyżek, kubków itp.)

*

A czym jest ten dziwny glukonolakton? klik!


Tutaj mamy jednak do czynienia z glinką w postaci nie sypkiej, a kremowej, co jest dużym ułatwieniem w nakładaniu jej na twarz i przygotowaniu, a właściwie jego braku. Nie musimy sypać sproszkowanej glinki do talerzyka, mieszać jej z wodą, czekać, nakładać... Po prostu, otwieramy pudełeczko, nabieramy określoną ilość, aplikujemy na twarz i czekamy.

Nie stosujemy metalowych przedmiotów, bo dezaktywują one glinkę.

Z glinką na twarzy odczekuję 15 minut, dbając o to, by nie wyschnęła - zwilżam ją co jakiś czas wodą różaną lub hydrolatem, który trzymam w buteleczke z atomizerem. Po zmyciu jej z twarzy, odczuwam lekkie ściągnięcie, ale i gładkość twarzy. Glinka działa tak, jak obiecywał producent - łagodzą podrażnienia, działają antybakteryjnie, ograniczają produkcję sebum. Dla mojej cery, jest to wybór bardzo dobry.




sobota, 4 marca 2017

Masło pielęgnacyjne - Zoya Goes Pretty.



Marka nieco z wyższej półki, nieco droższa, ale dobra.





Owe masło to nic innego jak zmieszane ze sobą dwa oleje: karite (shea) i kokosowy.

Masło Shea, nazywane również Karite, powstaje z orzechów drzewa karite, zwanego po polsku masłoszem. Drzewo Shea rośnie w zachodniej afryce na rozległych przestrzeniach sawanny. Drzewa te osiągają dojrzałość dopiero po 30 latach, dlatego też istnieje niewiele plantacji tego drzewa, a pozyskiwane z ich orzechów masło pochodzi często z dzikich okazów afrykańskich.

Masło Shea jest bardzo bogatym źródłem witaminy A, E i F, czyli tak zwanych witamin młodości. Substancje odżywcze w nim zawarte zwiększają elastyczność skóry i doskonale ją nawilżają. Dodatkowo jego regularne stosowanie chroni warstwę lipidową naskórka.

Stosowanie masła shea wykazuje także działanie lecznicze na problemy skórne, takie jak wysypki alergiczne, zmiany po kąpielach słonecznych, egzemy oraz podrażnienia. Ogromną zaletą tego specyfiku jest fakt, że nie wykazuje on żadnych właściwości uczulających, przez co może być stosowany do najdelikatniejszej skóry, nawet do skóry dziecka od pierwszych dni życia.

Masło shea wykazuje się bardzo szerokim zastosowaniem w kosmetyce. Może być użyte do masażu, bezpośredniej pielęgnacji twarzy i ciała, jak również wybranych, podrażnionych części skóry.

Na rynku dostępnych jest wiele rodzajów masła karite, jednak najcenniejsze jest w 100% naturalne, ekologiczne, nierafinowane, otrzymywane metodą tradycyjną poprzez ręczne wytłaczanie nasion drzewa karite.

Masło karite ma postać stałą i rozpuszcza się pod wpływem ciepła naszych rąk. Można stosować je także jako komponent samodzielnie wykonywanych kremów i balsamów.

Masło karite zawiera między innymi:

Alantoinę w postaci naturalnej - substancja ta regeneruje likwiduje przebarwienia i podrażnienia. W widoczny sposób nawilża i odbudowuje szczególnie skórę u osób wrażliwych.

Prowitaminę A (retinol) - witamina młodości przeciwdziała starzeniu się skóry pobudzając ją do wytwarzania większych ilości kolagenu.

Witaminę F - występuje też pod nazwą niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe NNKT. Jej głównym składnikiem jest kwas linolowy. To dzięki niemu skóra na możliwość regeneracji po zbyt długim opalaniu. Witamina F ze względu na swoje właściwości chroni naturalną barierę ochronną skóry przed działaniem wolnych rodników, pomaga odbudować naskórek.

Witaminę E - przede wszystkim zapobiega ona podrażnieniom oraz słonecznym poparzeniom. Działa niszczycielsko na wolne rodniki i skutecznie chroni przed niekorzystnym promieniowaniem UV. Do największych zalet witaminy E należą zapobieganie obrzękom i zapaleniom.

Kwasy tłuszczowe (nasycone i nienasycone) - zapobiegają utracie wody z organizmu, dodatkowo delikatnie nawilżają i natłuszczają naskórek. Skóra przestaje się starzeć i zaczyna odbudowywać zniszczony naskórek.

Woski - odżywiają i natłuszczają skórę. Mają działanie regeneracyjne. Pozwalają odbudować naskórek i poprawiają jego funkcjonowanie.


Dzięki zastosowaniu masła karite skóra staje się miękka i delikatna. Zawarte w nim substancje pozwalają odpowiednio nawilżyć naskórek, ale także utrzymują odpowiedni poziom natłuszczenia. Szczególnie warto stosować go w niekorzystnych warunkach pogodowych, czyli przy większym mrozie lub podczas upałów.

Ze względu na odpowiednie właściwości chemiczne masło karite można także stosować u osób ze skórą tłustą. Konsystencja i skład sprawiają, że nie zatyka ono porów skóry i pozwala naskórkowi swobodnie oddychać.

Ze względu na swą delikatność i całkowity brak możliwości uczuleniowych masło karite można stosować także jako skuteczny kosmetyk do pielęgnacji wrażliwej skóry wokół oczu.

Do jednej z największych zalet masła karite należy przyspieszanie gojenia ran. Zawarte w nim substancje delikatnie działają na skórę, niwelując podrażnienia i stany zapalne.

Masło karite z powodzeniem można stosować, aby zapobiec poparzeniom słonecznym. Jest naturalnym filtrem promieni UV o faktorze 3-4. Jeśli przesadziliśmy z opalaniem masło karite także okaże się pomocne.

Osoby mające skórę skłonną do alergii powinny także sięgnąć po masło karite. Nie ma ono bowiem w sobie alergenów mogących podrażnić delikatną skórę.
Sprawdza się także pomocniczo przy osobach ze skłonnością do trądziku lub zapalenia łojotokowego skóry. Skutecznie działa także u osób z atopowym zapaleniem skóry.

Dzięki natłuszczającym i zmiękczającym właściwościom polecane jest dla osób, które mają suche i pękające pięty. Podobnie sprawa się ma ze spierzchniętą czy przesuszoną skórą dłoni.

Sprawdza się także w pielęgnacji ciała. Z dobroczynnych właściwości masła karite powinny korzystać kobiety ciężarne oraz te z nadwagą. Systematyczne stosowanie pomaga skutecznie zmniejszyć rozstępy.

Masło karite jest dobre także dla włosów. Zawarte w nim woski oraz retinol sprawiają, że będzie idealne do włosów łamliwych i suchych. Masło nawilża i odbudowuje strukturę włosa, poprawia jego koloryt i sprężystość. Rozdwojone końcówki włosów szybko staną się tylko złym wspomnieniem.

Masło karite można z powodzeniem stosować u niemowląt i dzieci. Nie powoduje alergii, a tym samym odpowiednio nawilża delikatną skórę dziecka.


Właściwości kosmetyczne oleju kokosowego:

Specyficzna budowa, obecność cennych kwasów tłuszczowych, wreszcie – duża zawartość witamin i minerałów sprawia, że olej kokosowy sprawdza się w pielęgnacji skóry i włosów dotkniętych bardzo różnymi problemami.
* Stosowany bezpośrednio na skórę wzmacnia barierę lipidową naskórka.
* Ma silne właściwości nawilżające, nawilża przesuszoną skórę (również na dłoniach, kolanach, łokciach) i włosy.
* Ze względu na obecność składników antyseptycznych poprawia stan skóry chorej – z wysypką, egzemą, a także trądzikowej.
* Jest odpowiedni dla skóry atopowej i dotkniętej problemem łuszczycy – nawilża ją, natłuszcza, zapobiega nadkażeniom bakteryjnym.
* Zmniejsza uczucie pieczenia po oparzeniu.
* Łagodzi stany zapalne i podrażnienia.
* Zawiera antyutleniacze, które zwalczają wolne rodniki, co zapobiega przedwczesnemu starzeniu skóry.


Zastosowanie oleju kokosowego w pielęgnacji ciała i włosów:

* Do codziennej pielęgnacji skóry całego ciała, zwłaszcza partii wymagających nawilżenia bądź natłuszczenia.
* Do kąpieli natłuszczających, zamiast olejku lub emulsji emolientowej.
* Podczas ciąży do masażu stref narażonych na rozstępy – ud, bioder, pośladków, brzucha i piersi.
* Na popękane i suche pięty.
* Do nawilżania i zmiękczenia skórek wokół paznokci.
* Zamiast kremu do twarzy na noc.
* Jako kremu pod oczy.
* Jako kosmetyku chroniącego przed UV (zapewnia ochronę równą SPF 4).
* Do ochrony ust przed wyjściem na mróz i nawilżania ich po powrocie do domu.
* Zamiast dezodorantu – odrobina oleju kokosowego wmasowana rano pod pachami zapewni świeżość na niemal cały dzień.
* Do masażu.
* Miejscowo, zamiast kosmetyków antybakteryjnych na krostki i pryszcze.
* By wzmocnić wypadające rzęsy.
* Do zmywania makijażu twarzy i oczu (w przypadku skóry wrażliwej, przesuszonej).
* Do ochrony skóry twarzy przed wyjściem na spacer albo na narty w mroźny dzień.
* Zamiast pianki do golenia (jeśli do usuwania włosków używasz tradycyjnej golarki).
* Do pielęgnacji włosów – zamiast odżywki, maski, serum, lub do tzw. olejowania.
* Zimą warto go stosować zwłaszcza, gdy włosy elektryzują się i puszą – nakładany na dwie godziny przed myciem skutecznie pomoże pozbyć się tego problemu.
* Jako maska do skóry głowy zapobiegająca nawrotom łupieżu.
* Do pielęgnacji skóry niemowląt.
* Jako baza do peelingów i past do zębów domowej roboty.


Moja opinia na temat produktu, który łączy w sobie te dwa oleje? Uważam, że jest to bardzo dobre połączenie. Można stosować produkt na twarz, włosy i ciało. Jest idealny dla skóry suchej i popękanej. Ja stosuję go głównie do pielęgnacji stóp (pięt). Niewielką ilość masła wcieram w stopy, nakładam skarpetki i idę spać. Rano budzę się z poduszeczkami kotka zamiast stóp. ;)

Olejek ciężko wydostać ze słoiczka, za to w dłoniach bardzo szybko się roztapia. Opakowanie jest metalowe, a więc odporne na uszkodzenia, jest wygodne, niezbyt wielkie, zmieści się niemal wszędzie. 

Cena: około 38 zł.

środa, 1 marca 2017

ATW- żel punktowy przeciw trądzikowi


ATW to Polska marka organicznych kosmetyków, która oferuje najwyższej jakości naturalne kosmetyki organiczne z wyciągami ze świeżych roślin. 




Antybakteryjny żel punktowy z aktywnym srebrem z serii Acne Blocker przeznaczony jest do pielęgnacji cery trądzikowej. Zawiera wyciągi z roślin, takich jak lukrecja gładka (Glycyrrhiza glabra), rzewień lekarski, czyli rabarbar (Rheum officinale) i rumianek pospolity (Chamomilla recutita), posiadających bioaktywne związki czynne o właściwościach likwidujących wykwity skórne i łagodzących podrażnienia. Zawarte w żelu bioprzyswajalne aktywne srebro działa odkażająco, niszczy mikroorganizmy i wspomaga rozwój zdrowych komórek naskórka. Żel punktowy przeznaczony jest do stosowania punktowego bezpośrednio na zmiany trądzikowe. Tworzy na skórze rodzaj niewidocznego opatrunku, który przyspiesza ustępowanie zmian trądzikowych i hamuje rozwój stanów zapalnych skóry. Żel punktowy wraz z kosmetykami z serii Acne Blocker zapewnia skuteczną pielęgnację cery trądzikowej.

* Skutecznie likwiduje objawy trądziku
* Poprawia nawilżenie i zmniejsza łojotok 
* Przyspiesza ustępowanie stanów zapalnych
* Można stosować na makijaż

Żel punktowy nie zawiera:
* SLS
* pochodnych ropy naftowej
* silikonów
* parabenów
* PEG-ów
* substancji modyfikowanych genetycznie (GMO)

Produkt nie testowany na zwierzętach, odpowiedni dla wegetarian i wegan.

Sposób użycia: Po dokładnym oczyszczeniu skóry żel nakładać punktowo na zmiany trądzikowe.


Ostatnio moja twarz nie jest w najlepszym stanie. Nie mam pojęcia co, poza okropnym smogiem i kwaśnymi deszczami, może być powodem. Nie zmieniałam niczego w swojej diecie ani pielęgnacji. Ale postanowiłam ratować swoją twarz tym właśnie żelem. Miałam kiedyś krem tej samej marki, jednak, niestety, został on wycofany. A szkoda, bo spisywał się bardzo dobrze.

Żel jest przezroczysty i dosyć gęsty, co jest zaletą. Tubka jest wygodna, a końcówka bardzo cienka dzięki czemu zachowana jest higiena w stosowaniu produktu.

Żel zawiera srebro koloidalne, które znane jest z wielu dobroczynnych właściwości, m.in posiada właściwości bakerio- grzybo- i wirusobójcze

Jest to żel punktowy, ale ja stosuję go nieco inaczej. Niewielka ilość mieszam ze swoim kremem i wklepuję w twarz. Stan cery, jakby, nieco się poprawił.

sobota, 25 lutego 2017

Venita - one day color


Venita, tania marka, niby naturalna, niby bezpieczniejsza dla włosów. Dobrze znana przeze mnie, bo zdarzało mi się farbować nią włosy. Tym razem w moje ręce wpadły spraye farbujące włosy.




Spraye te dają efekt koloru na naszych włosach na jeden dzień. Nie niszczą włosów, bo jest plusem. Jedynym plusem. Poza tym, przynajmniej dla mnie, spraye mają same minusy. Brudzą wszystko dookoła, a przy każdym poprawieniu włosów dłonią, kolor na niej zostaje. To samo dzieje się ze szczotką, po przeczesaniu.

Moje włosy są na tyle ciemne, że nie udałoby mi się pofarbować ich od razu na kolor czerwony, więc wolałam pierw użyć koloru białego, co też zrobiłam. Nałożyłam pierw kolor biały, potem czerwony. Ku mojemu zdziwieniu, wyszedł z tego róż, zamiast czerwieni. No cóż.

Jedno pasmo było intensywniej pokolorowane, natomiast na końcówkach planowałam zrobić sobie czerwone ombre, którego totalnie nie widać.

Włosy strasznie mi się splątały. Stały się sztywne i twarde, jak po paru warstwach lakieru do włosów. Nie mogłam ich rozczesać, ani wyczyścić po tym szczotki.

Nigdy więcej.




Cena: 8-12 zł.