Dezodorantowo-antyperspirantowa katastrofa.
Jakiś czas temu postanowiłam i moim pachom zafundować organiczne odpowiedniki dezodorantów i antyperspirantów. Ostro się zawiodłam.
Stosowałam sok z cytryny i działał dobrze, jednak po czasie przestał i znów pojawił się nieprzyjaciel Pan Zły Zapach.
Przerzuciłam się więc na ekologiczny antyperspirant w sztyfcie. Totalny niewypał, pachy śmierdziały po nim strasznie! Musiałam co 5 minut dokładać kosmetyk na skórę a i tak zapach wciąż był zły. Do tej pory, o zgrozo, nie miałam nigdy problemu z przykrym zapachem ciała.
Biały nieszczęśnik został odłożony do kąta i zastąpił go ałun. Niestety, niczego on nie zmienił. Paszki jak śmierdziały tak śmierdziały.
Grzebałam w internecie w poszukiwaniu źródła problemu brzydkiego zapachu. Dodam, że pachy były jedynym miejscem na moim ciele, które śmierdziało. Ze stopami, o dziwo, nie mam takiego problemu i nigdy nie miałam. Spokojnie przetrwałam w Nevadzie, w 50*C upale przez 3 dni, nie zmieniając obuwia, sypiając na środku pustyni w samochodzie i po zdjęciu skarpet, nie miały one zapachu.
Okej. Ałun odstawiłam sobie do szafki i stosuję go na noc, bo szkoda zmarnować. Jest totalnym niewypałem. O dziwo, kiedy teraz, latem, strasznie pocę się w nocy, ałun działa. Rano pachy są bezzapachowe. Ale tylko spróbuję go użyć rankiem i zostawić na chwilę...
Potem została mi polecona oliwa magnezowa. Zaciekawiona postanowiłam spróbować, łącząc ją z ałunem. Niestety, działała takowa metoda przez 3 dni, po czym znów była katastrofa zapachowa.
Oliwa magnezowa jednak przydaje mi się jako mgiełka do ciała. Pijąc płyny, wypłukujemy magnez (oraz wydalamy go z potem) więc oliwa jest tutaj fajną rzeczą, która nam pomoże dostarczyć sobie magnezu (w formie mgiełki na spokojnie magnez przeniknie przez skórę, przeteleportuje się, whatever...)
Spanikowana poddałam się i komfort zwyciężył. Wróciłam do drogeryjnej chemii. Stosuję dezodorant w sztyfcie (Rexona) oraz w sprayu (Isana). Bogu dzięki trafiłam na niemiecką Isanę, która ma w miarę przyjemny i krótki skład a nawet certyfikat.
Niestety drogeryjna, pełna chemii Rexona wygrała z naturą. Epic fail.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz