Postanowiłam wybrać się do fryzjera. Nie było to niczym dziwnym, co pół roku chodzę do fryzjera. Częściej nie muszę, ponieważ moje włosy są w dobrym stanie i nie wymagają zbyt częstego odświeżenia w postaci ścięcia końcówek. Jednak przyznam szczerze, że fryzjerom nie ufam i zawsze długo się zastanawiam przed wyborem salonu. Do tej pory skracałam i cieniowałam włosy w salonie Ramzes w moim mieście. Salon niby okej, niby profesjonalny, ale coś mi nie pasowało. Stosowanie prostownic, gorącego powietrza z suszarek, niezbyt fajnych kosmetyków (Wella) i to dziwne obchodzenie się z włosami... Fryzjerki źle podchodziły do moich włosów, które wymagają szczególnej troski, bo strasznie się plątają i są specyficzne. Targały mnie za nie, szarpały i słyszałam także wiele "porad" od nich, które w rzeczywistości były docinkami. Wybrałam więc tym razem salon Look, także u siebie w mieście, bo jestem po prostu leniwym tyłkiem, zbyt leniwym, by ruszyć się gdzieś dalej. Look na facebooku ma dobre opinie i około 2,000 lajków. Dzwonię więc, umawiam się, babka rzuca ceną 70zł za skrócenie z cieniowaniem. W Ramzesie ten sam pakiet miałam za 50... Ale cóż, zapłaciłabym każdą cenę, byleby tylko moje włosy miały odpowiednią "opiekę". No i się zawiodłam. Nie na samym ścięciu i efekcie końcowym, bo jest on nawet pozytywny, ale na sposobie w jaki moje włosy były traktowane.
Pierwsze co zauważyłam w salonie to kilka certyfikatów i dyplomów oraz to, że salon używa L'Oreala. L'Oreal jak dla mnie jest nie dosyć, że nienaturalną marką, to jeszcze testującą na zwierzętach. W tej chwili żałowałam, że nie mam już odwrotu. Chciałam jak najszybciej ściąć włosy i wybrałam salon, który znajdywał się najwyżej w rankingu. Szkoda, że nie w moim. Miałam włosy umyte, ale fryzjerka uznała, że i tak trzeba je umyć. Okej, typowe. W Ramzesie też tak było. Mycie włosów u fryzjera zawsze bardzo mnie relaksuje. Na fotelu zostałam spytana o to, jaki fryz sobie życzę i fryzjerka przystąpiła do pracy. I znów to samo. Targanie, szarpanie, prostownica i gorące powietrze z suszarki. Biedne moje włosy, oh, biedne! Trudno. Straciłam 70 zł, ale następnym razem nieco dokładniej i czujniej wybiorę salon.
Przed:
Po:
Kiedy wiem, że moje włosy przeżyły swój mały koszmar w salonie (wytargane, wygrzane), zawsze po powrocie z fryzjera ratuję je olejowaniem lub maską.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz