Wczoraj byłam w Warszawie. Stolica jest dla mnie rajem pod względem dostępności organicznych produktów. Wcale się nie zawiodłam, wchodząc do sklepu BioOrganika. Kosmetyków mnóstwo, przyjemna cenowo i składowo kolorówka, miła obsługa.
Całkowity koszt kolorówki powyżej to 140 zł.
Na pierwszy ogień rzućmy błyszczyk marki felicea.
Błyszczyk, jak dla mnie, jak błyszczyk. Kolor jest niby czerwony, aczkolwiek nie daje mocnego pigmentu po nałożeniu na usta.
Zapach jest słaby, prawie niewyczuwalny. Konsystencja dosyć gęsta i lepka, przez co produkt ciężko się rozprowadza. Nie zauważyłam, póki co, różnic w porównaniu do zwykłego, drogeryjnego błyszczyka.
Jako, że tusz do rzęs benecos sprawdził się u mnie, postanowiłam dać kolejną szansę tej marce. Nie zawiodłam się.
Eyeliner sprawdził się znakomicie. Mimo swojej dosyć lejącej konsystencji (trzeba ostrożnie wysuwać 'gąbeczkę' by się nie pochlapać), jest trwały i zasycha w mgnieniu oka.
Jeśli chodzi o kredki benecos, są one dosyć miękkie. Nie 'kaleczą' oka ani nie trzeba ich mocno dociskać, by dały kolor. Ładnie się rozmazują i są dosyć trwałe.
Tak wygląda moje paczadło, zmalowane taką oto kolorówką:
Poza wyżej opisanymi kosmetykami, szukałam także czegoś co mogłoby pomóc mi w walce z cieniami pod oczami. Kupiłam więc korektor, który został mi polecony w sklepie.
Korektor faktycznie ma dosyć dobre krycie, niestety sprawia, że zmarszczki są o wiele bardziej widoczne. Kolor również jest nieco zbyt jasny i mimo zapewnień, że jak najbardziej mogę go stosować bez fluidu a jedynie przysypać cieniem, kilka osób już dziś ze mnie śmieszkowało, że mam "jaśniejsze plamy pod oczami". No cóż...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz