środa, 28 grudnia 2016

[Zakupy online] Esent.pl


Długo przymierzałam się do zakupów w sklepie online ESENT. W końcu zażyczyłam sobie kilka produktów jako swój prezent gwiazdkowy. 




Za całość zapłacono około 70zł. Nie jest źle, jeśli o ceny chodzi. Nawet napisałabym, że są bardzo przystępne.



Octan witaminy E oraz kwas hialuronowy dodaję zawsze do kremu. Kwasu hialuronowego używam na dzień, zaś witaminę E stosuję na noc.

Jeśli chodzi o kwas hialuronowy, zakupiłam go głównie z myślą o moich zmarszczkach. Nie ukrywam, mam je niewielkie na czole i wolałabym je zamaskować, a najlepiej, pozbyć się ich, Mieszam go z kremem i nakładam na twarz. Kwas ma postać dosyć gęstej, galaretowatej, przezroczystej substancji, która szybko zasycha na skórze. Trzeba więc dość szybko i sprawnie nałożyć ją na skórę. Po aplikacji, czuć charakterystyczne, dosyć mocne ściągnięcie skóry. Nie każdemu może się to spodobać, choć mnie nie przeszkadza. Kwas hialuronowy na pewno nie sprawdzi się pod makijaż. O ile jeszcze puder da się nałożyć, wszelkie fluidy, podkłady i korektory będą się rolować i sypać. Nie polecam!


Witamina E za to ma postać dosyć płynnej, przezroczystej, oleistej cieczy. Po nałożeniu, zostawia na twarzy tłusty filtr, który jednak wkrótce się wchłania. Kolejnym plusem jest fakt, że owa witamina działa jako naturalny konserwant kosmetyków.




Olej jojoba to mój ulubieniec. Moja twarz i włosy za nim przepadają. Jeśli chodzi o twarz, wyraźnie reguluje wydzielanie sebum. Włosy zaś po nim stają się miękkie, nawilżone i lśniące. Zdecydowanie, mój numer jeden wśród płynnych olejków.

Olej tamanu pojawił się za to u mnie pierwszy raz. Postanowiłam dać mu szansę, bo słyszałam o nim sporo dobrego. Po odkręceniu buteleczki ujrzałam olejek o zielonym, charakterystycznym zabarwieniu. Przytkałam nos do buteleczki i... Oh fuj. Zapach jest paskudny. Olejek "cuchnie" jak jakaś przyprawa obiadowa, rosołowa, czy coś podobnego. Jednak ja zapachem się nie przejmuję i olejem tamanu twarz smaruję. Co będzie dalej, czas pokaże.




Po zastosowaniu hydrolatu jałowowego, postanowiłam spróbować hydrolatu z mięty pieprzowej. Hydrolaty bardzo lubię, bo bardzo dobrze sprawdzają się na mojej niezwykle tłustej cerze. Dodaję je też do maseczek glinkowych zamiast wody. Miętowy hydrolat rzekomo miał działać na twarz "chłodząco" - w końcu mięta, tak? Moja cera jednak tego nie odczuwa, choć reaguje na hydrolat dobrze. Zauważam po zastosowaniu mniej sebum i błyszczenia.




Korund kosmetyczny również zagościł w moim domu po raz pierwszy. Peeling wydaje się być zyt słaby na moją, jakże grubą i tłustą twarz. Drobinki są dosyć małe a w połączeniu z żelem do mycia twarzy, powstaje lekka, choć zbita piana. Jestem póki co po pierwszym zastosowaniu, więc niewiele mogę napisać na temat tego peelingu. Na pewno jednak do niego wrócę.


Podstawowe wskazania do mikrodermabrazji:

- generalna regeneracja zdrowej skóry
- dla skóry zniszczonej, ze zmarszczkami
- skóra trądzikowa
- zaburzenia pigmentacyjne i przebarwienia
- rogowacenie skóry
- skóra zanieczyszczona z problemami
- blizny potrądzikowe
- wiotkość skóry
- łojotok
- zaskórniki i prosaki
- rozstępy i cellulit


Brzmi obiecująco...



wtorek, 27 grudnia 2016

[Współpraca] Żel do masażu skalpu Dancoly.


Kolejny kosmetyk od Dancoly. Żel do masażu skalpu.
W skład żelu wchodzą naturalny olejek mięty pieprzowej i olejek z kiełków pszenicy, które korzystnie wpływają na skórę głowy.




Żel mieści się w wygodnej, choć sporej butelce z pompką, co stanowi wielkie ułatwienie w jego stosowaniu. Rozprowadzony na skalpie, podczas masażu daje uczucie ukojenia i przyjemnego masażu, który nie jest agresywny, nie szarpie, nie wyrywa włosów, nie czyni skalpowi ani włosom szkód. Łatwo się rozprowadza, ponieważ konsystencja nie jest gęsta a dosyć lejąca, czasami uciekająca z dłoni. 




U mnie żel sprawdza się bardzo dobrze. Stosuję go przed umyciem włosów, nakładając na suchy skalp. Po tym myję włosy szamponem i nakładam odżywkę.

Cena: 35 zł.



Skład:

Aqua - woda.
Allantoin - substancja aktywna, występuje w korzeniach niektórych roślin np. fasola, soja. Działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga prcesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje proces gojenia się ran. Działa silnie nawilżająco, przez co wywołuje uczucie gładkości na skórze. 
Hydroxyethycellulose - powstaje w wyniku reakcji celulozy i tlenku etylenu. Niejonowy zagęstnik hydrofilowy. Lepkość roztworu zależy jedynie od stężenia zagęstnika w układzie. Stabilna w szerokim zakresie pH, niewrażliwa na jony metali wielowartościowych. Modyfikator reologii (zmienia konsystencję) -zagęstnik, zwiększa lepkość preparatu, dzięki czemu wpływa także na stabilność piany.
Salicylic acid - kwas salicylowy
Propylene Glycol - alkohol dwuhydroksylowy z grupy dioli. Hydrofilowa substancja nawilżająca skórę. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania ułatwia w ten sposób transport składników aktywnych kosmetyku w głąb naskórka. Zapobiega wysychaniu masy kosmetycznej przy ujściu butelki, tuby itp. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywności wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów.
Peppermint oil - olejek miętowy.
Wheat germ oil - olejek z kiełków pszenicy.
Fragrance - perfuma.
Dmdm hydanthoin - substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).

środa, 21 grudnia 2016

Włosowy update


Minęły trzy miesiące od farbowania henną. Jak widać, kolor wciąż się trzyma, co prawda sporo się wypłukało, ale jeszcze widać czerwień. Wczoraj, na 3 godziny nałożyłam na włosy masło kakaowe - moje włosy kochają masła. Potem włosy umyłam, odżywiłam i na koniec skropiłam wodą różaną. Dziś wyglądają tak:





środa, 14 grudnia 2016

[Kolorówka] Kredki, eyeliner, błyszczyk ...

Wczoraj byłam w Warszawie. Stolica jest dla mnie rajem pod względem dostępności organicznych produktów. Wcale się nie zawiodłam, wchodząc do sklepu BioOrganika. Kosmetyków mnóstwo, przyjemna cenowo i składowo kolorówka, miła obsługa.




Całkowity koszt kolorówki powyżej to 140 zł.


Na pierwszy ogień rzućmy błyszczyk marki felicea.




Błyszczyk, jak dla mnie, jak błyszczyk. Kolor jest niby czerwony, aczkolwiek nie daje mocnego pigmentu po nałożeniu na usta.





Zapach jest słaby, prawie niewyczuwalny. Konsystencja dosyć gęsta i lepka, przez co produkt ciężko się rozprowadza. Nie zauważyłam, póki co, różnic w porównaniu do zwykłego, drogeryjnego błyszczyka.


Jako, że tusz do rzęs benecos sprawdził się u mnie, postanowiłam dać kolejną szansę tej marce. Nie zawiodłam się.




Eyeliner sprawdził się znakomicie. Mimo swojej dosyć lejącej konsystencji (trzeba ostrożnie wysuwać 'gąbeczkę' by się nie pochlapać), jest trwały i zasycha w mgnieniu oka. 





Jeśli chodzi o kredki benecos, są one dosyć miękkie. Nie 'kaleczą' oka ani nie trzeba ich mocno dociskać, by dały kolor. Ładnie się rozmazują i są dosyć trwałe.



Tak wygląda moje paczadło, zmalowane taką oto kolorówką: 




Poza wyżej opisanymi kosmetykami, szukałam także czegoś co mogłoby pomóc mi w walce z cieniami pod oczami. Kupiłam więc korektor, który został mi polecony w sklepie.




Korektor faktycznie ma dosyć dobre krycie, niestety sprawia, że zmarszczki są o wiele bardziej widoczne. Kolor również jest nieco zbyt jasny i mimo zapewnień, że jak najbardziej mogę go stosować bez fluidu a jedynie przysypać cieniem, kilka osób już dziś ze mnie śmieszkowało, że mam "jaśniejsze plamy pod oczami". No cóż...



poniedziałek, 12 grudnia 2016

Alterra - Balsam do ciała oraz krem do rąk.


Alterra to marka, która robi ostatnio furorę. Nie bez powodu, w końcu jest uznawana za bio, wegańską i bardzo tanią. I oczywiście, łatwo dostępną, bo nie trzeba przemierzać miast i województw w poszukiwaniu sklepu z kosmetykami bio - Alterra jest w każdym Rossmanie, za grosze.

Dla mnie jest ratunkiem, kiedy portfel piszczy a ja na gwałt potrzebuję jakiegoś kosmetyku o dobrym składzie.

Alterra nie zawiera parabenów, SLSów czy silikonów i innych syfków.

Tym razem, w ręce wpadły mi dwa kosmetyki podobne do siebie, ale jednak różne. Zapachowo są identyczne, le przeznaczenie mają inne.




Balsam do ciała spisuje się u mnie bardzo dobrze. Jest wydajny, niezbyt lejący, jeśli chodzi o konsystencję, ale i niezbyt gęsty. Z łatwością rozprowadza się po skórze i nawet jeśli balsamu nałożę za dużo i powstaje biały film, po chwili znika on. Produkt wchłania się w swoim, niezbyt powolnym ale i nieprędkim tempem. Skóra jest gładka, nawilżona i miękka. Zapach jest dosyć słodki, specyficzny, nie każdemu się spodoba.
Cena: około 12 zł.


Skład:

Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Alcohol, Myristyl Alcohol, Glyceryl Stereate Citrate, Sodium PCA, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Punica Granatum Seed Oil, Punica Granatum Fruit Extract, Xanthan Gum, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol, Citral, Farnesol.


Jeśli chodzi o krem do rąk, mam podobne spostrzeżenia. Krem był moim must-have, ponieważ zimą moje dłonie zawsze są przesuszone. Tu konsystencja jest jednak nieco gęstsza. Kremów do rąk nie lubię, ponieważ nie znoszę uczucia tłustości na nich. Alterra jednak o dziwo takiej tłustości nie daje. Krem szybko się wchłania, zostawiając dłonie gładkimi i nawilżonymi.
Cena: około 8 zł.


Skład:

Aqua, Glycine Soja Oil*, Glycerin, Alcohol*, Olea Europaea Fruit Oil*, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter*, Glyceryl Stearate Citrate, Cellulose, Carthamus Tinctorius Seed Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Xanthan Gum, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Punica Granatum Fruit Extract*, Ginko Biloba Leaf Extract, Tocopherol, Helianthus Anuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Farnesol**.
*z rolnictwa ekologicznego
**składniki naturalnych olejków eterycznych

Peelingi domowej roboty.


Postawiłam ostatnio na własnoręczną produkcję kosmetyków. Na pierwszy ogień poszły peelingi, bo wydawały się najłatwiejsze do wykonania.

Niektóre oleje nie wydają się być najlepszymi do twarzy i moją zapychać pory, więc peeling do twarzy zawierał dwa składniki:

Olej jojoba
Sól himalajska

Konsystencja jest dosyć lejąca, więc nie ma problemu z wydobyciem kosmetyku z buteleczki.




Oba składniki umieściłam w buteleczce z zakrętką. Zamiast soli, można użyć cukru, jeśli osoby posiadają wrażliwą skórę twarzy. Ja jestem posiadaczką tłustej, grubej skóry, którą chyba nic nie jest w stanie podrażnić. Sól ma działanie antyseptyczne, antybakteryjne i grzybobójcze. Jojoba zaś jest idealny do twarzy, nie zapycha porów, oraz jest dobrym olejem do skóry tłustej, ponieważ swoją budową chemiczną przypomina nasze sebum.

Jeśli chodzi o peeling do ciała, zaszalałam dużo bardziej.

Sól himalajska
Olej jojoba
Olej kokosowy
Masło shea
Masło kakaowe
Sól himalajska
Woda różana
Wiórki kokosowe
Olej awokado
Miód
Woda różana
Olejek eteryczny - pomarańczowy




Jeśli chodzi o proporcje składników, dodawałam je "na oko" - następnie słoiczek postawiłam nad szklanką zalaną wrzątkiem i pozwoliłam składnikom rozpuścić się na parze wodnej. Następnie całość odstawiłam do ostygnięcia.

Konsystencja jest ani niezbyt lejąca ani niezbyt twarda. Z łatwością nabieram kosmetyk na dłoń i rozprowadzam po ciele.




Oba peelingi dobrze się sprawdzają. Skóra jest odżywiona, nawilżona i natłuszczona, oraz miękka i gładka w dotyku.