Kilka nowości kosmetycznych ze sklepu BioOrganika.
Dobrze się złożyło, że akurat skończył mi się tonik oraz krem Sylveco. Postanowiłam na chwilę odejść od swojego ulubieńca (Sylveco) i spróbować dóbr Rosyjskich.
Zdecydowałam się na krem Baikal Herbals i uważam, że to był dobry wybór. Krem jest przeznaczony do cery tłustej. Jego konsystencja jest dosyć zwarta, zbita, a krem mimo tego dobrze rozprowadza się po skórze. Jego plusem i wielką zaletą jest zapach, który jest delikatny i ziołowy. Opakowanie też wygodne i higieniczne - mamy pompkę i przykrywkę. Skóra reaguje na krem bardzo dobrze, sebum zmniejszone. Krem jest też dobrym wyborem pod makijaż oraz do łączenia z hydrolatem, witaminą E czy innymi dodatkami.
Tonik Natura Siberica też okazał się strzałem w dziesiątkę. Przeznaczony do cery tłustej, w połączeniu z wyżej opisywanym kremem, działają jak pies na sebum. I znowu jest to produkt, którego zapach działa na mnie niesamowicie - przyjemny, ziołowy, delikatny. Butelka jednak jest mało wygodna, ponieważ posiada korek, który umożliwia wydobycie produktu po naciśnięciu nań. Opcja rewelacyjna dla produktów o zawartości nieco gęstszej jak szampon, odżywka, ale nie dla płynnego toniku, który lubi mi się wtedy porozlewać dookoła.
Moje pierwsze podejście do dezodorantu organicznego. Wybrałam dezodorant Eco Cosmetics. Szczerze przyznam, że miałam obawy. Moje pachy są miejscem specyficznym, które wymagają specjalnej troski. O ile nie mam problemu z brzydkim zapachem potu w żadnych częściach ciała, bo na przykład, stóp to, o dziwo nie dotyczy, mogę chodzić w upale 50*C w cieniu pięć dni pod rząd, nie zmieniając ani skarpet, ani butów (przetestowane w Utah, USA!), to moje stopy i tak pozostaną suche i zupełnie bez zapachu. Bardzo mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób boryka się z przykrym zapachem stóp... Ale jeśli chodzi o moje pachy, są dwie wady. Pocę się cały czas, wystarczy delikatne uczucie ciepła i już będę mokra w tym miejscu (bez skojarzeń proszę!), a ponad to, zapach będzie.... No okej, może nie będę dosłownie śmierdzieć, ale jednak po wetknięciu nosa pod pachę da się poczuć, że jednak zapach jest nieco mniej przyjemny niż za raz po aplikacji dezodorantu... Właściwie dwóch, bo moje pachy katowałam pierw dezodorantem w sztyfcie, potem dezodorantem w sprayu. Chciałam zrobić to mocno, skutecznie i nawalić tam jak najwięcej, by tylko się nie pocić i nie pachnieć źle. Bez skutku. Skoro drogeryjne specyfiki nie działały, to co dopiero delikatniejsza ich wersja organiczna. Długo nie mogłam znaleźć dezodorantu w sztyfcie. Cóż, dezodoranty w kulce mi absolutnie nie pasują. Nie znoszę uczucia mokrości pod pachami i oczekiwania aż zaschnie. A jednak używając dezodorantu Eco Cosmetics jestem miło zaskoczona. Przed aplikacją produktu oczywiście myję pachy a potem wcieram w nie srebro koloidalne (zabójca bakterii). Na końcu aplikuję dezodorant i nie używam już żadnych sprayów. O dziwo, problem potliwości zniknął a zapach utrzymuje się neutralny przez cały dzień. Hurra!
Na koniec, mały update włosowy... Owszem, jestem włosomaniaczką i mam bzika na punkcie moich włosów.
Henna spłukana, niebawem trzeba będzie udać się do fryzjera na odświeżenie fryzury (czyt. ścięcie 10-15 cm) i odświeżyć kolor.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz