niedziela, 16 października 2016

Jak dbam o włosy?



Na początek, krótka historia moich włosów w zdjęciach, od roku 2012 (na zdjęciach mój naturalny kolor):







Byłam posiadaczką bardzo długich włosów. Mimo takiej długości, nie były zniszczone. Były w świetnym stanie, mimo, że myłam je pierwszym lepszym szamponem i stosowałam pierwszą lepszą odżywkę. I to było wszystko co robiłam z moimi włosami. Nie modelowałam, nie prostowałam, nie kręciłam, nie robiłam im niczego złego, co mogłoby je uszkodzić.

Włosy jednak ścięłam pod koniec roku 2014, przed ścięciem zafarbowałam je na krótko farbą Venita Henna Color, która do najnaturalniejszych nie należała. Zatem przed ścięciem sięgały mi prawie do kolan i wyglądały tak:




Podstawowe pytanie zapewne rodzi się każdemu czytającemu w głowie: 'po coś Ty ścinała te włosy?!'
Odpowiedź jest prosta: Były piękne, ale i męczące. I niestety zżerały mi mnóstwo czasu i funduszy. Wyobraźcie sobie ile na nie szło olejów, odżywek, szamponów i jak uciążliwe było ich mycie a nawet proste, codzienne czynności jak siadanie, gotowanie, schylanie się czy załatwianie potrzeb w toalecie (o tak, siadanie na muszli klozetowej z wizją zamoczenia włosów w tym w czym nie powinny być zamoczone, to był koszmar... I nie ma się tu z czego śmiać, moi drodzy!)

A więc ścięłam. Jakieś 40 cm włosów chciałam przeznaczyć na cele charytatywne, jednak fryzjerka, mimo zapewnień o swojej wiedzy, nie wiedziała jak je ściąć i zrobiła to źle... Zatem nici z pomocy osobie chorej na raka i 40cm włosów leży sobie spokojnie u mnie w pudełeczku.
Za raz po ścięciu zostały ponownie pofarbowane farbą Venita Henna Color, tym razem o ciemniejszym odcieniu i wyglądały tak:




Były ścinane tuż przed moim wylotem do Grecji, gdzie, z niewiadomej przyczyny, porobiło się z nimi coś okropnego, zaczęły się zwijać, podwijać, buntować i były nie do ogarnięcia.




Po powrocie do Polski, postawiłam już na 100% naturalną pielęgnację. Farbowałam je przez jakiś czas naturalnym indygo marki Khadi, potem jednak przerzuciłam się na naturalną, czerwoną hennę Khadi, by osiągnąć ładny, mahoniowy odcień. Obecnie więc moje włosy wyglądają tak:





Moje ogólne zasady dbania o włosy:

1. Nie ruszam mokrych włosów. Tj. nie czeszę ich na mokro, nie modeluję, nie bawię się nimi. Powód: kiedy włosy są mokre, są o wiele bardziej podatne na uszkodzenia.
2. Po umyciu, nie wycieram włosów ręcznikiem (chodzi o to by nie trzeć, a co za tym idzie, nie uszkodzić). Zamiast tego, wyciskam z włosów nadmiar wody dłonią i po prostu zawijam je w ręcznik, robiąc turban/kokon.
3. Farbuję tylko naturalną henną. Chyba nie muszę tłumaczyć nikomu dlaczego nie powinno się farbować włosów farbami chemicznymi.




4. Nie używam suszarki, lokówki ani prostownicy oraz uważam na ciepło, które działa na włosy niekorzystnie, ponieważ podnosi łuskę włosa a co za tym idzie, porowatość włosów rośnie, choć delikatne ciepło jest w porządku. Kiedy hennuję lub olejuję włosy, trzymam je w cieple, by łuski lekko mogły się unieść i wchłonąć wszystko co najlepsze z olejów czy henny).
5. Włosy olejuję co 2-4 tygodnie olejami przeznaczonymi do mojego typu włosów.
6. Używam szczotki przeznaczonej do mojego typu włosów (włosy grube, gęste, więc najlepszą szczotką dla mnie jest szczotka pneumatyczna). Szczotkę co dwa tygodnie dokładnie myję, by pozbyć się bakterii i zanieczyszczeń. O tym jak dbać o szczotkę można poczytać tutaj. O tym jak dobrać szczotkę do włosów, tutaj.





Podstawowa zasada, o której jednak nie wspomniałam (cel zamierzony) w swoich zasadach to oczywiście mycie włosów i nakładanie odżywki.

Jaki szampon, jaka odżywka?

Zdecydowanie, jeśli chodzi o produkty, które mogę zakupić w Polsce, prócz mojej ulubionej marki Sylveco (balsam myjący Sylveco oraz odżywka wygładzająca Sylveco dosyć dobrze się u mnie sprawdzają. Są delikatne, bardzo delikatne. Delikatnie się pienią, mają bardzo delikatny zapach i dosyć luźną, płynną konsystencję. Delikatność, delikatność i raz jeszcze delikatność, jedynym minusem było to, że nieco obciążały mi włosy) uwielbiam także szampony i odżywki marki Baikal Herbals. Szampon, który widać po prawej stronie na poniższym zdjęciu, jest moim ulubieńcem. Szampon wzmacniający Baikal Herbals. Rzekomo działający przeciwko wypadaniu włosów. Czy działa właśnie w taki sposób? Cóż, jak dla mnie, może wzmacniać włosy na swój sposób, ale cudownym lekarstwem na wypadające włosy bym go nie nazwała. Wielkim plusem szamponu jest jego zapach. Ziołowo-kwiatowy, delikatny, nie nachalny. Szampon dobrze się pieni, jest delikatny dla skóry głowy, ale posiada sporą wadę - ma szeroki otwór, dlatego wydobycie z niego płynu jest dosyć trudne. Konsystencja szamponu jest jednak dosyć rzadka, co nieco upraszcza tę czynność. Szampon ma jednak przyjemny, niebieskawy kolor. Szampon dobrze działa na moje włosy. Nie przesusza ich, nie obciąża. Szampon jest średnio wydajny. Dobrze zmywa oleje. Cena to około 10zł.

Skład: Aqua with infusions of: Cichorium Intybus Oil (oil chicory), Potentilla Argentea Extract (extract silvery cinquefoil), Patrinia Sibrica Extract (extract patrinia anthrax), Organic Panax Ginseng Extract (organic ginseng extract), Organic Ribes Nigrum Seed Oil (organic oil seeds black currant); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid (food preservative), Parfum, Citric Acid.




Po lewej zaś stronie, znów Bania Agafii. Tym razem balsam przeciw wypadaniu włosów.  Nieco obciąża i przetłuszcza moje włosy, mimo dokładnego spłukiwania. Ponad to uważam, że produkty Agafii mają dosyć intensywne, nachalne zapachy, przypominające mi perfumy mojej babci (pozdrawiam babcię, chociaż mnie nie czyta). Jest średnio wydajny. Ma delikatne właściwości myjące, co jest plusem, więc myślę, że u niektórych sprawdzi się przy zmywaniu olejów odżywką. Skład jest dosyć naturalny, poza paroma konserwantami, a na uwagę zasługuje Aquq nivalis, czyli woda strukturyzowana. Fragment jednego z artykułów, jaki znalazłam w internecie, mówi: „Strukturyzujmy wodę przeznaczoną do higieny — oczyszcza skórę skuteczniej niźli zwykła woda. Ostatnie „doświadczenia przeprowadzone przez naukowców" pokazują wyraźnie jej doskonały wpływ na organizm. W doświadczeniach tych przebadano wodę pozostałą w wannie po dokonaniu ablucji przez partycypanta. W wodzie zwykłej odnaleziono znacznie mniej zanieczyszczeń niźli w wodzie uprzednio zamrożonej. Wynika stąd prosty wniosek — organizm pozbywa się toksyn kiedy jest kąpany w wodzie strukturyzowanej, a wchłania zabójcze toksyny ze zwykłej wody. Nie powinno nas zatem dziwić, że nawet nasze ubrania wyprane w wodzie strukturyzowanej lepiej wyglądają i dłużej się noszą.”

Skład: Aqua nivalis, Siberian Water Complex® (Rhododendron dauricum, Inula Helenium, Atragene Sibirica, Helichrysum Arenarium, Solidago Dahurica, Erodium cicitarium, Pedicularis uralensis, Rubus saxatillis, Urtica Dioica, Saponaria Officinalis, Chamomilla Recutita, Silene Jenisseensis, Rhodiola Rosea, Artemisia Mongolica, Scutellaria Baicalensis, Polygonatum odoratum, Lamium album.), Rhododendron dauricum, Inula helenium, Atragene sibirica, Helichrysum Arenarium, Solidago dahurica, Erodium cicitarium, Pedicularis uralensis, Rubus saxatillis, Urtica Dioica, Seponaria Officinalis, Chamomilla Recutita, Silene Jenissensis, Rhodiola Rosea, Artemisia Mongolica, Csutellaria Balcalensis, Polygonatum odoratum, Laminum album, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Juniperus Communis Fruit Extract, Montan Wax, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Panthenol, Guar Gum, Critic Acid, Kathon


po lewej - szampon, po prawej - odżywka.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz